piątek, 30 maja 2014

2. Podróż w nieznane.





Po żmudnej i długiej jeździe z Poznania do Zakopanego udało mi się dojść do recepcji, wyznaczonego przez mojego tatę, hotelu. Od razu dostrzegłam niesamowite obrazy, a szczególną uwagę przykuł moje oczy wspaniały widok. Dopiero chrząknięcie recepcjonisty wyrwało mnie z zadumy. Zameldowałam się. Walizki miał mi wnieść pan o imieniu Artur, więc udałam się bezpośrednio do pokoju. Zbliżała się 16, więc słońce raczyło oświetlać tatry swoimi ostatnimi promieniami sprawiając, że szczyty gór mieniły się na złoto. Cudny widok. Wzięłam długą odprężającą kąpiel,  ułożyłam swoje włosy, włożyłam miętową koszulę i białe rurki. Zeszłam na dół do restauracji. Miałam mieszane uczucia co do tego miejsca. W środku co prawda było cieplutko, ale na zewnątrz zimno dawało się odczuć niemalże od razu. Jest połowa listopada, a tu już jest śnieg. Z resztą cel z jakim tu przyjechałam, też mnie przerażał. W całym swoim życiu obejrzałam może z dwa konkursy, skoków, widziałam skoczków jedynie na zdjęciach i to przez krótką chwilę. Miałam ochotę wykrzyczeć swojemu tacie to wszystko, ale jego słowa są świętością. Wzięłam menu do ręki i zaczęłam przeglądać kartę dań. Niezauważenie przy moim boku zjawił się młody kelner, a na plakietce miał napisane praktykant, mimo że miałam szczerą ochotę na zrobieniu z niego kozła ofiarnego i odreagowaniu się na tym Bogu ducha winnemu człowiekowi, to postanowiłam być miła.
-yy… coś pani podać?- spytał zdenerwowany lekko przegryzając kolczyka pod wargą. Już miałam poprawić go i powiedzieć jak powinien się zapytać, ale zdobyłam się na uśmiech.
-co pan poleca?- spytałam kokieteryjnie nie spuszczając z niego wzroku.
Kelner podrapał się nerwowo po karku sprawiając, że zrobiło mi się go trochę żal. Uniosłam jedną brew w geście oczekiwania i posłałam mu delikatny uśmiech. Po krótkiej chwili stwierdziłam, że jest nawet całkiem przystojny. Chwyciłam z powrotem do ręki kartę dań i powiedziałam na głos pierwsze lepsze danie. Chłopak zanotował ów potrawę, a dokładnie zupę zwaną Kwaśnicą i oddalił się od mojego stolika. Pokręciłam w rozbawieniu głową, uśmiechając się sama do siebie. Wyjęłam z torebki telefon i odpisałam tacie. Jednak ten postanowił zadzwonić.
-dojechałaś bezpiecznie?- spytał, a w jego głosie dało się słyszeć lekkie zdenerwowanie.
-tak, przecież Ci napisałam.- westchnęłam i wbiłam wzrok w paznokcie uważnie je lustrując.
-spotkałaś się już ze skoczkami? Omówiliście już coś?
-tak tatusiu. Właściwie już mogę wracać z powrotem.- powiedziałam z ironią. W tym samym momencie przyszedł kelner i postawił na moim stoliku zupę. Podziękowałam mu niemym gestem, lekko się przy tym uśmiechając.
-czyli co?- dopytywał się.
-dopiero co przyjechałam, wzięłam kąpiel, rozpakowałam się, a teraz siedzę nad stygnącą zupą, rozmawiając z Tobą.- chwyciłam łyżkę i lekko zanurzyłam ją w zupie, przyglądając się dokładnie składnikom.
- dobrze skarbie nie przeszkadzam Ci już.- westchnął ciężko.- smacznego.
-dziękuje i pa tatku.-uśmiechnęłam się do telefon i schowałam go to torebki.
Już prawie nabrałam odwagi, by zasmakować tejże potrawy, gdy jakiś blondynek przysiadł się do mojego stolika.
-na noc się nie je tej zupy.- uniósł rozbawiony brwi.
Posłałam mu ironiczne spojrzenie i upiłam odrobinkę zupy skrzywiając się przy tym, co tylko wywołało u blondyna niesamowity śmiech.
-mogłeś powiedzieć, że to jest kwaśne!- oburzona wbiłam w niego ponure spojrzenie.- w ogóle czemu przysiadłeś się do mojego stolika?!
-nazywam się Dawid Kubacki, a ty chyba jesteś Zuzanna Sosińska?- spytał zdezorientowany.
-tak.- odburknęłam i upiłam spore łyki wody nalanej do kieliszka.
-a to jest kwaśnica, czyli kwaśna zupa.- znów w jego oczach ujrzałam ten błysk rozbawienia.
Posłałam mu piorunujące spojrzenie. Po chwili do mojego stolika dosiadła się dwójka pozostałych skoczków.
-cześć, mam na imię Maciek.- uśmiechnął się podając mi dłoń.
-ja jestem Piotrek.- ten z kolei pochwycił moją dłoń i musnął ją swoimi wargami. Uśmiechnęłam się nieznacząco.
-nie wiem, czy wiesz ale kwaśnicy nie je się na wieczór.- stwierdził z rozbawieniem najmłodszy ze skoczków.
-Jezus Maria, Piotrek może Ty mi to jeszcze powiesz?! Tak wiem, że na noc nie je się kwaśnicy. W dodatku ta zupa wcale mi nie smakuje. – powiedziałam zdenerwowana. Tęskniąc za słońcem, które na jakiejś części Ziemi na pewno na mnie czekało.- z resztą straciłam apetyt. Spotkamy się jutro. –wstałam od stolika, położyłam równowartość posiłku na stole i wyszłam z restauracji.
***

-ej podobno jest już ta laska od sponsora!- krzyknął Kubacki wchodząc bez pukania do mojego pokoju.
-no i?- powiedział z ironią, mimo że bardzo chciałem ją poznać. Na samą myśl, że to kobieta ściskało mnie w żołądku. Jasna cholera, powinienem się opanować.
-ale Ty flegmatyczny ostatnio jesteś.- pokręcił z niedowierzaniem Dawid.- ja idę do restauracji.
Gdy tylko wyszedł wbiegłem do łazienki. Moje odbicie odzwierciedlało moje zmęczenie treningami. Szybko poprawiłem włosy, rozpryskałem perfumy po swoim ciele, założyłem koszulkę i z satysfakcją spojrzałem ponownie w lustro. Uśmiechnąłem się i wyszedłem. W restauracji zauważyłem Dawida i tą dziewczynę.  Ma piękne, długie, nieco rozjaśniane brązowe włosy z doskonałą grzyweczką na bok, usta wręcz idealne, oczy pełne zieleni. Boże zachowuje się jak jakaś panienka! No nic, trzeba podejść i się przywitać.
-cześć jestem Maciek.- podałem jej dłoń. Brunetka uścisnęła ją lekko, chyba nawet nie czując tego delikatnego spięcia. Przywitała się również z Piotrkiem. Postanowiłem poinformować ją o daniu, które wybrała. Ale to był błąd. Chcąc być zabawnym wszystko spieprzyłem. Wszystko. Nie nadaje się do kobiet. Dziewczyna wybuchła złością, wstała i wyszła.
-niezłe ziółko nam się trafiło.- stwierdził Dawid.
- trzeba będzie ją oswoić.- poruszył brwiami Piotrek.
-zgrywa jakąś księżniczkę…- skrzywił się blondyn.
Nie mogłem dłużej tego słuchać. Żal jaki mnie ogarnął zmusił mnie żebym poszedł za dziewczyną. Miałem szczęście, bo właśnie wchodziła do windy. Wbiegłem za nią. Wcisnęła jakiś przycisk i winda ruszyła. Była bardzo szczupła i pięknie splatała ręce.
-długo jeszcze będziesz mnie lustrował spojrzeniem?- spytała jak gdyby od niechcenia i spojrzała się na mnie. Uderzyła mnie zieleń jej oczu.
-nie… tak… to znaczy…- powiedziałem zmieszany, sam siebie nie poznając, przecież nie bałem się kamer, a miałem peszyć się przed tu oto obecną księżniczką próżności?!- zastanawiam się czemu tu przyjechałaś, w końcu Zakopane to nie miejsce dla takich jak Ty.- zdenerwowała  mnie swoim zachowaniem.
-pff.- odparła, wypuszczając z ust powietrze.- co to znaczy, że to nie miejsce dla takich jak ja?!- spojrzała na mnie, a jej oczy przybrały nagle kolor palonej żywym ogniem trawy. W tym momencie winda się zatrzymała, ale ona nie zamierzała wysiąść, unosząc jedną brew do góry.
-nie chce być niegrzeczny, ale może wyszłabyś z windy, bo chce dojechać na swoje piętro.- ale ona nie wzruszenie wciąż wpatrywała się we mnie.- nie, to nie. Nie będę się korzył przed jakąś księżniczką. Pójdę schodami.- ominąłem ją i jej wściekłe spojrzenie. Wzruszyła ramionami i skierowała się w stronę swojego pokoju.


***

 -kretyn.- westchnęłam wychodząc z windy. Wbiłam kod do pokoju. Podeszłam do okna i próbowałam na siłę zobaczyć jakiś fragment góry, ale noc była za ciemna. Wzruszyłam ramionami i poszłam wziąć długą, odprężającą kąpiel z  moim ukochanym smartfonem, na który ściągnęłam sobie książkę. Jednak moje pochłanianie kolejnego zdania książki przerwał sygnał połączenia.- tak?- spytałam obierając.
-może masz ochotę wyskoczyć z nami na jakiegoś drinka?- spytała moja przyjaciółka.
-ta jasne, tyle że powrót zajmie mi jakieś 5 do 6 godzin.- westchnęłam.
-to gdzie Ty jesteś?
-w Zakopcu…
-zostawiłaś samego Mariusza?- spytała, a w jej głosie można spokojnie było usłyszeć nutkę podniecenia.
-yhym i tak na razie mamy ciche dni. Trochę nam się nie układa.- zaczęłam bawić się pianą, która wytworzyła się na powierzchni wody.
-dobra, nie przeszkadzam Ci. Pa!- powiedziała uradowana i zakończyła połączenie.
-pa.- powiedziałam sama do siebie.


***

Wykąpałem się, wskoczyłem na łóżko i zacząłem przeglądać facebooka, gdy ktoś zaczął uporczywie pukać w moje drzwi. Otworzyłem je, a do mojego pokoju wparował Piotrek.
-wiesz która jest godzina?- spytałem poirytowany, bo naprawdę chciałem odpocząć mając w głowie perspektywę jutrzejszego dnia.
-niezłą córeczkę ma nasz sponsor, no nie?- zaśmiał się w ten charakterystyczny sposób i dobrał się do mojego laptopa.
-błagam cię…- westchnąłem siadając obok niego.- po pierwsze masz żonę, a  po drugie to jakaś totalna księżniczka.
-uu… widzę, że ktoś tu się zakochał.- uderzył mnie po koleżeńsku w ramię.
-no jaha!- spojrzałem na niego poirytowany.- Wielbię ją miłością czystą, wierną i prawdziwą, a właściwie nie ją tylko jej trupa.- zaśmiałem się.
-no już nie przesadzaj. Ma charakterek, ale ogólnie jest fajna. Po prostu ktoś musi ją ujarzmić.- poruszył swoimi brwiami.
-masz moje błogosławieństwo.- wyszczerzyłem się.
-o Tobie mówię kretynie!- zaniósł się histerycznym śmiechem.- ja mam żonę jak sam zdążyłeś zauważyć.
-no a ja mam treningi.- powiedziałem poważnie. – nie potrzeba mi nic innego.
-oj Maniek, Maniek.- pokręcił głową.- dobra muszę iść spać, a ty tu mnie zagadujesz. Kruczek urwie mi głowę jak nie będę wyspany. Powiem mu prawdę, że całą noc musiałem rozmawiać z moim kolegą.- powiedział wzdychając, a kiedy otworzył drzwi roześmiał się.
-co za koleś.- uśmiechnąłem się do siebie i zamknąłem drzwi. Położyłem się na łóżku i zacząłem przeglądać fejsa, gdy moim oczom ukazało się zdjęcie, umieszczone niby przeze mnie, na którym robię głupią minę.- Piotrek!- krzyknąłem uświadamiając sobie co właśnie uczynił mój przyjaciel, usunąłem to zdjęcie, modląc się by nikt z moich fanów go nie zobaczył.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
na na na  :D tak z powodu, że dzisiaj piątek wstawiam nowego posta :d postaram się je wstawiać co tydzień ^^ wiem, że popełniam pełno błędów, dlatego proszę o wybaczenie... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz