czwartek, 29 maja 2014

1. To krótki wstęp.



                            Jak zwykle jesień odznacza się przepiękną pogodą. A w listopadzie można się zakochać. Wszędzie tylko błoto, spadające pożółknięte liście, mróz. Tak bardzo potrzebuję teraz słońca. Moja skóra powoli blednie. Z zamyślenia wyrwał mnie tata, który bez pukania wszedł do mojego pokoju. Zakomunikował, że za chwilę mam zejść do jego gabinetu i to bez żadnej dyskusji. Miałam 21 lat, a tatuś ciągle traktował mnie jak dziecko.
-co się stało?- spytałam lekko zdezorientowana zachowaniem swojego taty.
Kazał mi usiąść na krześle przed swoim pięknym biurkiem. To tutaj tata spędzał całe dnie gdy nie był w firmie. Zapach trawy cytrynowej z odrobinką pieprzu wypełniał to całe pomieszczenie.
-musisz mi pomóc.- powiedział stanowczo splatając swoje ręce i kładąc je na blacie biurka.
-w czym konkretnie?
-wiesz o tym, że sponsorujemy trzech skoczków. Miałem się z nimi spotkać, obgadać ich potrzeby oraz wytyczne do spotu reklamowego naszej firmy…
-wyjeżdżasz?- nie pozwoliłam mu dokończyć, bo byłam pewna że o to chodzi. Jednak jego złe spojrzenie wbiło się w moje oczy.
-nie.- powiedział stanowczo, ale potem poprawił się na krześle, rozluźniając spięte mięśnie.- mam do Ciebie zaufanie. Musisz tam pojechać i porozmawiać ze skoczkami. Wyjedziesz jutro na dwa tygodnie. Pozwiedzasz przy okazji Zakopane. Mają być w hotelu…- zaczął szukać wśród swojej stery papierów jakiejś rzeczy. Gdy ją znalazł podał mi karteczkę z adresem.
-ale ja nie chce. Czemu ty nie pojedziesz? Znasz się na tym. Ja nawet nie wiem co mam to zrobić. W dodatku jakoś niespecjalnie chce mi się jechać w góry, kiedy jest tak zimno. – odłożyłam karteczkę na biurko.
-Ja nie mogę. Mam bardzo ważne spotkanie w Berlinie i musze tam być, a z racji tego, że skoczkowie są równie ważni, ale nie wymagają aż tak pilnej mojej obecności, wysyłam tam Ciebie.
-a twój wspólnik, albo jakiś inny menadżer?
-oni jadą ze mną.- powiedział surowo i chcąc zakończyć już tą rozmowę wstał od biurka kierując się w stronę drzwi.
-ale tato ja nie chce.
Zmierzył mnie tym swoim spojrzeniem, które wywoływało u mnie natychmiastową skruchę i czy chciałam czy nie chciałam i tak musiałam wykonać jego polecenie. Dwa tygodnie w jeszcze gorszym zimnie. Genialnie. Zaczęłam się pakować. Gdybym teraz miała swój dom, pracę, nie musiałabym wypełniać skrupulatnie nakazów swojego taty. Ale muszę na początku skończyć studia. Emocje z jutrzejszym wyjazdem były mieszane. Ani trochę nie chciało mi się spędzać czasu w takim zimnym miejscu jakim są góry o tej porze z trójką skoczków.





~~~~~~~~
 pierwsze koty za płoty ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz