sobota, 7 czerwca 2014

Próbowała zasnąć na wieki.




No tak, muszę marznąć, bo kilku facetom zachciało się trenować skoki. Ostatni raz dałam sobą manipulować przez tatusia, który domagał się wręcz bym dzisiaj przyszła na trening chłopaków i zdała mu potem relację. Z tym, że ja nic nie rozumiem. Jakieś telemarki, belki, próg, punkt konstrukcyjny… co to w ogóle jest? Oparłam się o barierkę i przyglądałam się płatkom śniegu. Zamarzałam.
-dobra chłopaki na siłownię.- krzyknął niejaki Łukasz Kruczek.
Panowie posłusznie wykonali rozkaz, a ja uradowana skierowałam się za nimi, mając w pespektywie gorącą czekoladę w restauracji. Ale nagle poczułam ogromne zimno w okolicach szyi.
-oszalałeś!- krzyknęłam stając i strzepując śnieg z rozbitej śnieżki, którą wycelował w moją szyję Dawid.- już i tak jestem zmarznięta po tym jak stałam 3 godziny na mrozie!
-dobra, sorry. Wyluzuj.- skoczek podniósł w obronnym geście ręce.
-Dawid nie przejmuj się nią. Księżniczki nie lubią mrozu i śniegu.- powiedział z ironią brunet stając obok mnie, nie zwracając na mnie kompletnej uwagi. Popchnęłam go z całej siły w zaspę śniegu, a on przewracając się pociągnął mnie tak, że leżałam teraz na nim czując na sobie ogromne zimno.- księżniczka postanowiła się zemścić.- uśmiechnął się drwiąco, wbijając swój wzrok we mnie. Bez żadnych oporów nasunęłam na jego twarz ogromną ilość śniegu.
-widzę się z Wami o 19 w restauracji!- krzyknęłam wstając.
-widzę, że chłopaków czeka jakaś tortura.- roześmiał się Klemens.
-idź trenować lepiej, bo nie zrobisz jakiegoś tam telemarku.- rzuciłam mu pogardliwie na odchodne.


Zamówiłam gorącą czekoladę, a potem jakąś cieplutką zupkę. Jednak to mi nie pomogło. Byłam naprawdę przemarznięta.
-jest tu jakaś sauna albo jacuzzi?- spytałam barmana.
-tak, korytarzem prosto, potem w prawo i jeszcze raz w prawo.
Kiwnęłam głową i udałam się do pokoju po strój kąpielowy, a potem do jacuzzi. Przyjemne uczucie gorących, obijających się o moje ciało bąbelków sprawiło, że totalnie się wyłączyłam. Jednak ktoś próbował również skorzystać z tych przyjemnych bąbelków.
-możesz za chwilę.- powiedziałam zła, nie otwierając oczu.
-nie, zamierzam teraz.- usłyszałam ten znajomy głos bruneta, który ostatnio coraz częściej doprowadzał mnie do wściekłości.- jeżeli księżniczce coś nie odpowiada, to może sobie wyjść.
Wysiliłam się tylko na to, by na niego zerknąć spojrzeniem, które mogłoby go zabić. Myśli, że jak skoczy sobie z jakieś góry i wyląduje to może wszystko. Jeszcze muszę się z nim dzielić moimi bąbelkami. Oparłam z powrotem głowę o krawędź  i przymknęłam oczy.  Jednak coraz większa ilość wody zaczęła spadać na moją twarz.
-możesz przestać!- krzyknęłam zdenerwowana widząc jak Maciek sobie pluska.
-przeszkadza Ci coś?- spytał z zadziornym uśmieszkiem i błyskiem rozbawienia w oczach.
-tak.- odpowiedziałam zła i chlusnęłam go wodą powodując, że mało co się nie zakrztusił.
-oszalałaś?!- spytał podenerwowany, przecierając oczy.
-stało Ci się coś?- spytałam z udawanym przejęciem w głosie.
-mi nie, ale Tobie może.- uśmiechnął się i chlusnął mnie ogromną ilością wody, po czym chwycił za ramiona i z całej siły wepchnął mnie pod wodę. Nie pozostałam mu dłużna i swoimi rękoma chwyciłam jego głowę chowając ją pod wodą. Oboje roześmieliśmy się.- a jednak potrafisz być normalna.- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy Maciek.
-a jednak.- uśmiechnęłam się delikatnie i wyszłam z jaccuzie , kierując się do przebieralni.


W restauracji czekali już na mnie skoczkowie. Zajęłam wolne krzesło pomiędzy Maćkiem i Piotrkiem. Po chwili zjawił się przy mnie kelner- praktykant.
-życzy sobie pani coś?- spytał.
-tak.- wywróciłam oczami.- gorący piasek, cieplutkie morze i żar spływający na moje ciało podczas opalania.- nie zwracając na niego uwagi przeglądałam kartę dań.
-mogę zaproponować solarium. Mamy doskonałe.- usłyszałam głos kelner.
-człowieku.- odstawiłam menu na stole i wysiliłam się, by na niego spojrzeć.- ja dbam               o zdrowie. Wolę naturalne słońce, choćbym miała okrążać ziemię co chwila. A teraz poproszę o sałatkę Soczyste warzywa.- powiedziałam do  speszonego kelnera.-też nie mieli jej jak nazwać.- dodałam  pod nosem, gdy kelner odszedł.
-musisz być taka?- spytał Maciek.
-jaka?- podniosłam na niego wzrok i upiłam łyk wody stojącej na stoliku.
Skoczek tylko machnął ręką wracając do konsumowania swojego posiłku.
-dobra panowie musicie mi napisać co dzisiaj robiliście. I jak chcecie opiszcie się w dobrym lub złym świetle.- wręczyłam każdemu po karteczce i długopisie.
-ale po co?- uniósł brew Dawid.
-możesz wykonać moje polecenie? Czy to naprawdę tak dużo? Machacie na siłowni tymi wszystkimi ciężarkami, włazicie na skocznie, wiec chyba od napisania kilku literek na kartce nic wam się nie stanie.- swój wzrok skierowałam w przed chwilą co wyjętego smartfona.
-Maciek zabrałeś mi sok.- krzyknął Piotrek.
-pić mi się chciało.- roześmiał się brunet.- sorry.
-z Tobą to jak z dzieckiem…- westchnął Żyła.
-możecie mi napisać, co dzisiaj robiliście.- upomniałam ich.
skoczkowie zabrali się za pisanie, a ja zaś za konsumowanie przyniesionej przed chwilą sałatki. Gdy panowie skończyli odebrałam od nich karteczki.
-,, nie wypiłem soku, ponieważ skoczek zwany Maciejem Kotem postanowił wypić go z mojej szklanki.”- przeczytałam na głos wypowiedź Piotra.-,, zostałem utopiony w wannie z bąbelkami przez  córkę prezesa”- przewróciłam oczami wypuszczając nagromadzone z wściekłości powietrze.- do jasnej cholery, możecie mi streścić swój dzień od strony sportu?!
-wyluzuj.- poklepał mnie po ramieniu Piotrek.
Miałam ochotę na nich nakrzyczeć, ponieważ za chwilę miał zadzwonić tata,  a ja nie wiedziałam nawet co mu powiedzieć. Nadziałam kawałek sałaty na widelca i już ją chciałam skonsumować, gdy odezwał się tak dobrze znany mi dźwięk urządzenia. Wcisnęłam przycisnęłam przycisk ,, połącz”.
-cześć skarbie. Obiecałem Ci, że będę z Tobą szczery, więc…- urwał się mu się na chwilę głos.- właśnie zamierzam Cię zdradzić z twoją przyjaciółką.
Rozłączył się. Byłam w szoku. Wpatrywałam się w jakiś punkt, zapominając totalnie o oddychaniu. Poczułam jak moje serce pęka, a na moje ciało spada deszcz piekącej siarki. Nagle wszystko przestało istnieć. Ułamek sekundy zrujnował moje, do tej pory w miarę ułożone życie. Pod stopami zaczęła rozrastać się wielka przestrzeń, która miała mnie pochłonąć.  
-Zuza!- z tego stanu wyrwał mnie głos Maćka, który uporczywie mnie szturchał.- ej wszystko ok.?
Spojrzałam się na niego załzawionymi oczami i wpatrywałam się tak przez dłuższą chwilę.

*

Nagle zadzwonił jej telefon. Gdy skończyła tą stosunkowo krótką rozmowę zamarła. Nie wiedziałem co się dzieje. Zacząłem ją szturchać.
-Zuza!- wołałem ją.- ej wszystko ok.?-spytałem.
Wbiła we mnie zaszklone oczy i tak przez dłuższą chwilę się we mnie wpatrywała, gdy nagle rzuciła swoim telefonem gdzieś w podłogę  i wybiegła. Postanowiłem pobiec za nią. Była naprawdę szybka. Wybiegając z hotelu uderzyło mnie okropne zimno, ale nie wróciłem. Próbowałem ją dogonić. Skierowała się w stronę skoczni, tam przeskoczyła zwinnie za barierkę i poszła schodami w górę. Usiadła na belce. Dołączyłem do niej. Chwyciłem ją za podbródek, zmuszając by zerknęła na mnie. Miała zapłakane oczy, z których strugami zmywał się tusz.
-zostaw mnie.- szepnęła urywanym głosem i chciała odepchnąć się od belki, ale w porę ją złapałem. Szarpała się, ale mimo wszystko trzymałem ją mocno. Nie wiedziałem co robić. Nagle to, że doprowadzała mnie do szaleństwa znikło. Próbowałem odgadnąć co takiego się stało. Chciałem jej jakoś pomóc. Nie znałem jej, ale teraz wydawała się taka krucha i nie winna, jakby zagubiona. Roztrzęsiona znów próbowała się wymsknąć i odepchnąć od belki, ale nie puszczałem. Byłem przerażony tym co próbuje zrobić.
-co Ty robisz do cholery!- krzyknąłem i przyciągnąłem ją w stronę schodów.
-zostaw mnie.- krzyknęła.- błagam.- zaniosła się szlochem. Widziałem jak nie ma już sił, by się szarpać. Jej harmonia wrednego świata zapewne została zaburzona. Płakała. A jej łzy spadały na moją rękę wywołując nieprzyjemnie zimne odczucie. Było mi cholernie zimno, ale jej zapewne też. Cała się trzęsła. Na zewnątrz było już prawie -15 stopni, a ona w samej koszulce, dżinsach i trampkach.
-po co tu przybiegłeś?- spytała z wyrzutem.
-nie wiem. Wszystko ok.?- spytałem ponownie.
-nie! Nic nie jest ok.!- wykrzyczała mi to prosto w twarz, zaczęła okładać pięściami kiedy powstrzymałem ją kolejny raz od rzucenia się ze schodów w stronę zeskoku.- zostaw mnie!- zaniosła się płaczem, gdy objąłem ją swoim ciałem.- nienawidzę Was!
-powiedz wreszcie o co chodzi!- krzyknąłem. Zimno dało mi we znaki.
-jesteście dupkami! Kompletnymi, zarozumiałymi dupkami!- powiedziała ze złością i uderzyła mnie pięściami w klatkę. Widocznie to jej pomagało, nie próbowałem jej powstrzymać mimo, że bolało.
-ktoś Cię skrzywdził?- spytałem jak najdelikatniej, a ona wtuliła się we mnie. Czułem jej każdy oddech, każde westchnięcie i każdą łzę na swoim ciele. Była tak blisko.- powiedz mi. Z reguły jak się człowiek wygada to jest mu lżej.
-nienawidzę facetów.- powiedziała to ledwo słyszalnie, opierając bezwładnie swoją głowę o mój tors. Chwyciłem ją za podbródek i podniosłem głowę. Zamknęła oczy.
-ej nie zasypiaj!- krzyknąłem i zacząłem ją szturchać. Jeśli teraz zaśnie, będzie źle.
-zimno mi…- szepnęła drżąc.
-trzeba było o tym pomyśleć zanim wybiegłaś na mróz.- chwyciłem ją na ręce..- nie uwierzysz, ale mi też.- zacząłem z nią schodzić ze schodów.
-jestem ciężka…- powiedziała urywanym głosem.- puść mnie!- delikatnie się ożywiła, ale i tak jej głos sprowadzał się jedynie do trochę głośniejszego szeptu.
-przestań, choć raz przestań zgrywać naburmuszoną panienkę.- krzyknąłem na nią również już drżącym głosem.- jakbyś objęła mnie byłoby mi wygodniej.- uśmiechnąłem się.- i jesteś lekka.
-yhym.- zamamrotał coś i objęła moją szyję. Czułem jak zasypia, więc postanowiłem przyśpieszyć kroku.
-nie śpij!- krzyknąłem.
-zimno…- miałem wrażenie, że nawet tego nie powiedziała, tylko poruszyła ustami.
Starałem się jak tylko mogłem, by nie zasypiała, ale ona i tak po chwili bezwładnie oparła głowę o moje ramię. Po kilku minutach nareszcie byłem w holu hotelu. Trzymając ją ciągle na rękach wszedłem do windy.  




To był mój jeden z najtrudniejszych dni w życiu. Wybaczcie błędy. Wiem, że nie porywa ten rodział, ale mam nadzieję, że następny będzie lepszy.