No tak, muszę marznąć, bo kilku
facetom zachciało się trenować skoki. Ostatni raz dałam sobą manipulować przez
tatusia, który domagał się wręcz bym dzisiaj przyszła na trening chłopaków i
zdała mu potem relację. Z tym, że ja nic nie rozumiem. Jakieś telemarki, belki,
próg, punkt konstrukcyjny… co to w ogóle jest? Oparłam się o barierkę i
przyglądałam się płatkom śniegu. Zamarzałam.
-dobra chłopaki na siłownię.-
krzyknął niejaki Łukasz Kruczek.
Panowie posłusznie wykonali
rozkaz, a ja uradowana skierowałam się za nimi, mając w pespektywie gorącą
czekoladę w restauracji. Ale nagle poczułam ogromne zimno w okolicach szyi.
-oszalałeś!- krzyknęłam stając i
strzepując śnieg z rozbitej śnieżki, którą wycelował w moją szyję Dawid.- już i
tak jestem zmarznięta po tym jak stałam 3 godziny na mrozie!
-dobra, sorry. Wyluzuj.- skoczek
podniósł w obronnym geście ręce.
-Dawid nie przejmuj się nią.
Księżniczki nie lubią mrozu i śniegu.- powiedział z ironią brunet stając obok
mnie, nie zwracając na mnie kompletnej uwagi. Popchnęłam go z całej siły w
zaspę śniegu, a on przewracając się pociągnął mnie tak, że leżałam teraz na nim
czując na sobie ogromne zimno.- księżniczka postanowiła się zemścić.-
uśmiechnął się drwiąco, wbijając swój wzrok we mnie. Bez żadnych oporów
nasunęłam na jego twarz ogromną ilość śniegu.
-widzę się z Wami o 19 w
restauracji!- krzyknęłam wstając.
-widzę, że chłopaków czeka jakaś
tortura.- roześmiał się Klemens.
-idź trenować lepiej, bo nie
zrobisz jakiegoś tam telemarku.- rzuciłam mu pogardliwie na odchodne.
*
Zamówiłam gorącą czekoladę, a
potem jakąś cieplutką zupkę. Jednak to mi nie pomogło. Byłam naprawdę
przemarznięta.
-jest tu jakaś sauna albo
jacuzzi?- spytałam barmana.
-tak, korytarzem prosto, potem w
prawo i jeszcze raz w prawo.
Kiwnęłam głową i udałam się do
pokoju po strój kąpielowy, a potem do jacuzzi. Przyjemne uczucie gorących,
obijających się o moje ciało bąbelków sprawiło, że totalnie się wyłączyłam.
Jednak ktoś próbował również skorzystać z tych przyjemnych bąbelków.
-możesz za chwilę.- powiedziałam
zła, nie otwierając oczu.
-nie, zamierzam teraz.-
usłyszałam ten znajomy głos bruneta, który ostatnio coraz częściej doprowadzał
mnie do wściekłości.- jeżeli księżniczce coś nie odpowiada, to może sobie
wyjść.
Wysiliłam się tylko na to, by na
niego zerknąć spojrzeniem, które mogłoby go zabić. Myśli, że jak skoczy sobie z
jakieś góry i wyląduje to może wszystko. Jeszcze muszę się z nim dzielić moimi
bąbelkami. Oparłam z powrotem głowę o krawędź
i przymknęłam oczy. Jednak coraz
większa ilość wody zaczęła spadać na moją twarz.
-możesz przestać!- krzyknęłam
zdenerwowana widząc jak Maciek sobie pluska.
-przeszkadza Ci coś?- spytał z
zadziornym uśmieszkiem i błyskiem rozbawienia w oczach.
-tak.- odpowiedziałam zła i
chlusnęłam go wodą powodując, że mało co się nie zakrztusił.
-oszalałaś?!- spytał
podenerwowany, przecierając oczy.
-stało Ci się coś?- spytałam z
udawanym przejęciem w głosie.
-mi nie, ale Tobie może.-
uśmiechnął się i chlusnął mnie ogromną ilością wody, po czym chwycił za ramiona
i z całej siły wepchnął mnie pod wodę. Nie pozostałam mu dłużna i swoimi rękoma
chwyciłam jego głowę chowając ją pod wodą. Oboje roześmieliśmy się.- a jednak
potrafisz być normalna.- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy Maciek.
-a jednak.- uśmiechnęłam się
delikatnie i wyszłam z jaccuzie , kierując się do przebieralni.
*
W restauracji czekali już na mnie
skoczkowie. Zajęłam wolne krzesło pomiędzy Maćkiem i Piotrkiem. Po chwili
zjawił się przy mnie kelner- praktykant.
-życzy sobie pani coś?- spytał.
-tak.- wywróciłam oczami.- gorący
piasek, cieplutkie morze i żar spływający na moje ciało podczas opalania.- nie
zwracając na niego uwagi przeglądałam kartę dań.
-mogę zaproponować solarium. Mamy
doskonałe.- usłyszałam głos kelner.
-człowieku.- odstawiłam menu na
stole i wysiliłam się, by na niego spojrzeć.- ja dbam o zdrowie. Wolę naturalne słońce,
choćbym miała okrążać ziemię co chwila. A teraz poproszę o sałatkę Soczyste
warzywa.- powiedziałam do speszonego
kelnera.-też nie mieli jej jak nazwać.- dodałam pod nosem, gdy kelner odszedł.
-musisz być taka?- spytał Maciek.
-jaka?- podniosłam na niego wzrok
i upiłam łyk wody stojącej na stoliku.
Skoczek tylko machnął ręką
wracając do konsumowania swojego posiłku.
-dobra panowie musicie mi napisać
co dzisiaj robiliście. I jak chcecie opiszcie się w dobrym lub złym świetle.-
wręczyłam każdemu po karteczce i długopisie.
-ale po co?- uniósł brew Dawid.
-możesz wykonać moje polecenie?
Czy to naprawdę tak dużo? Machacie na siłowni tymi wszystkimi ciężarkami,
włazicie na skocznie, wiec chyba od napisania kilku literek na kartce nic wam
się nie stanie.- swój wzrok skierowałam w przed chwilą co wyjętego smartfona.
-Maciek zabrałeś mi sok.-
krzyknął Piotrek.
-pić mi się chciało.- roześmiał
się brunet.- sorry.
-z Tobą to jak z dzieckiem…-
westchnął Żyła.
-możecie mi napisać, co dzisiaj
robiliście.- upomniałam ich.
skoczkowie zabrali się za pisanie, a ja zaś za konsumowanie
przyniesionej przed chwilą sałatki. Gdy panowie skończyli odebrałam od nich
karteczki.
-,, nie wypiłem soku, ponieważ skoczek zwany Maciejem Kotem
postanowił wypić go z mojej szklanki.”- przeczytałam na głos wypowiedź
Piotra.-,, zostałem utopiony w wannie z bąbelkami przez córkę prezesa”- przewróciłam oczami
wypuszczając nagromadzone z wściekłości powietrze.- do jasnej cholery, możecie
mi streścić swój dzień od strony sportu?!
-wyluzuj.- poklepał mnie po ramieniu Piotrek.
Miałam ochotę na nich nakrzyczeć, ponieważ za chwilę miał
zadzwonić tata, a ja nie wiedziałam
nawet co mu powiedzieć. Nadziałam kawałek sałaty na widelca i już ją chciałam
skonsumować, gdy odezwał się tak dobrze znany mi dźwięk urządzenia. Wcisnęłam
przycisnęłam przycisk ,, połącz”.
-cześć skarbie. Obiecałem Ci, że będę z Tobą szczery, więc…-
urwał się mu się na chwilę głos.- właśnie zamierzam Cię zdradzić z twoją
przyjaciółką.
Rozłączył się. Byłam w szoku. Wpatrywałam się w jakiś punkt,
zapominając totalnie o oddychaniu. Poczułam jak moje serce pęka, a na moje
ciało spada deszcz piekącej siarki. Nagle wszystko przestało istnieć. Ułamek sekundy
zrujnował moje, do tej pory w miarę ułożone życie. Pod stopami zaczęła
rozrastać się wielka przestrzeń, która miała mnie pochłonąć.
-Zuza!- z tego stanu wyrwał mnie głos Maćka, który
uporczywie mnie szturchał.- ej wszystko ok.?
Spojrzałam się na niego załzawionymi oczami i wpatrywałam
się tak przez dłuższą chwilę.
*
Nagle zadzwonił jej telefon. Gdy skończyła tą stosunkowo
krótką rozmowę zamarła. Nie wiedziałem co się dzieje. Zacząłem ją szturchać.
-Zuza!- wołałem ją.- ej wszystko ok.?-spytałem.
Wbiła we mnie zaszklone oczy i tak przez dłuższą chwilę się
we mnie wpatrywała, gdy nagle rzuciła swoim telefonem gdzieś w podłogę i wybiegła. Postanowiłem pobiec za nią. Była
naprawdę szybka. Wybiegając z hotelu uderzyło mnie okropne zimno, ale nie
wróciłem. Próbowałem ją dogonić. Skierowała się w stronę skoczni, tam
przeskoczyła zwinnie za barierkę i poszła schodami w górę. Usiadła na belce.
Dołączyłem do niej. Chwyciłem ją za podbródek, zmuszając by zerknęła na mnie.
Miała zapłakane oczy, z których strugami zmywał się tusz.
-zostaw mnie.- szepnęła urywanym głosem i chciała odepchnąć
się od belki, ale w porę ją złapałem. Szarpała się, ale mimo wszystko trzymałem
ją mocno. Nie wiedziałem co robić. Nagle to, że doprowadzała mnie do szaleństwa
znikło. Próbowałem odgadnąć co takiego się stało. Chciałem jej jakoś pomóc. Nie
znałem jej, ale teraz wydawała się taka krucha i nie winna, jakby zagubiona.
Roztrzęsiona znów próbowała się wymsknąć i odepchnąć od belki, ale nie puszczałem.
Byłem przerażony tym co próbuje zrobić.
-co Ty robisz do cholery!- krzyknąłem i przyciągnąłem ją w
stronę schodów.
-zostaw mnie.- krzyknęła.- błagam.- zaniosła się szlochem. Widziałem
jak nie ma już sił, by się szarpać. Jej harmonia wrednego świata zapewne
została zaburzona. Płakała. A jej łzy spadały na moją rękę wywołując
nieprzyjemnie zimne odczucie. Było mi cholernie zimno, ale jej zapewne też.
Cała się trzęsła. Na zewnątrz było już prawie -15 stopni, a ona w samej
koszulce, dżinsach i trampkach.
-po co tu przybiegłeś?- spytała z wyrzutem.
-nie wiem. Wszystko ok.?- spytałem ponownie.
-nie! Nic nie jest ok.!- wykrzyczała mi to prosto w twarz,
zaczęła okładać pięściami kiedy powstrzymałem ją kolejny raz od rzucenia się ze
schodów w stronę zeskoku.- zostaw mnie!- zaniosła się płaczem, gdy objąłem ją
swoim ciałem.- nienawidzę Was!
-powiedz wreszcie o co chodzi!- krzyknąłem. Zimno dało mi we
znaki.
-jesteście dupkami! Kompletnymi, zarozumiałymi dupkami!-
powiedziała ze złością i uderzyła mnie pięściami w klatkę. Widocznie to jej
pomagało, nie próbowałem jej powstrzymać mimo, że bolało.
-ktoś Cię skrzywdził?- spytałem jak najdelikatniej, a ona
wtuliła się we mnie. Czułem jej każdy oddech, każde westchnięcie i każdą łzę na
swoim ciele. Była tak blisko.- powiedz mi. Z reguły jak się człowiek wygada to
jest mu lżej.
-nienawidzę facetów.- powiedziała to ledwo słyszalnie,
opierając bezwładnie swoją głowę o mój tors. Chwyciłem ją za podbródek i
podniosłem głowę. Zamknęła oczy.
-ej nie zasypiaj!- krzyknąłem i zacząłem ją szturchać. Jeśli
teraz zaśnie, będzie źle.
-zimno mi…- szepnęła drżąc.
-trzeba było o tym pomyśleć zanim wybiegłaś na mróz.-
chwyciłem ją na ręce..- nie uwierzysz, ale mi też.- zacząłem z nią schodzić ze
schodów.
-jestem ciężka…- powiedziała urywanym głosem.- puść mnie!-
delikatnie się ożywiła, ale i tak jej głos sprowadzał się jedynie do trochę
głośniejszego szeptu.
-przestań, choć raz przestań zgrywać naburmuszoną panienkę.-
krzyknąłem na nią również już drżącym głosem.- jakbyś objęła mnie byłoby mi
wygodniej.- uśmiechnąłem się.- i jesteś lekka.
-yhym.- zamamrotał coś i objęła moją szyję. Czułem jak
zasypia, więc postanowiłem przyśpieszyć kroku.
-nie śpij!- krzyknąłem.
-zimno…- miałem wrażenie, że nawet tego nie powiedziała,
tylko poruszyła ustami.
Starałem się jak tylko mogłem, by nie zasypiała, ale ona i
tak po chwili bezwładnie oparła głowę o moje ramię. Po kilku minutach nareszcie
byłem w holu hotelu. Trzymając ją ciągle na rękach wszedłem do windy.
To był mój jeden z najtrudniejszych dni w życiu. Wybaczcie błędy. Wiem, że nie porywa ten rodział, ale mam nadzieję, że następny będzie lepszy.